Pop up tent

Blog na temat pop up ten z pozoru może wydać Ci się trywialny. Uwierz mi jednak, że nie tylko jest to jedna z tych rzeczy, którą “warto wiedzieć”, ale możliwe, że przyjdę Ci tym tematem z pomocą we wszelakich warunkach.

Co znaczy pop up tent?

Pop up z angielskiego dosłownie znaczy wyskakujący. Tu jednak chodzi o “samo-otwierający się”.

Tent znaczy namiot.

Jaka jest funkcja tego namiotu?

W zależności od tego jaki namiot posiadasz będzie on spełniał inne funkcje. Ten namiot, który ja mam jest całkiem fajny. Inny. Nie widziałam wcześniej takiego.

Co w nim innego?

Po pierwsze jest on pionowy, tzn, można w nim spokojnie stać wyprostowanym, ale nie ma tyle miejsca dookoła, żeby wyciągnąć ramiona na prosto z dwóch stron.

Ta jego pionowość jak również zamykane na zamek okienko na górze ma spełniać funkcję między innymi turystycznego prysznica. A raczej osłony na prysznic. Przez to wspomniane okienko możesz sobie ustawić źródło wody.

I nalać ją do środka?

Drugą charakterystyczną cechą tego namiotu jest brak podłogi/dna/dolnej jego części. Ta funkcja nie tylko umożliwia wzięcie prysznica, lecz także ustawienia go jako turystyczną osłonę toalety.

Po co mi on?

Dla mnie jednak najbardziej atrakcyjną funkcją okazała się możliwość utworzenia błyskawicznej przebieralni w plenerze…i nie tylko w plenerze. Sprawdza się fantastycznie do szybkiej zmiany odzieży na sesji zdjęciowej lub na plaży.

Jakie są zalety mojego pop up tent?

Oprócz szerokiej funkcjonalności uwielbiam fakt, że zarówno złożony jak i rozłożony zajmuje bardzo mało miejsca.

Uwielbiam też jak szybko się rozkłada i składa.

A jakie są wady?

Jedyne co wyszło mi w tym namiocie na przeciw to to, że zajęło mi kilka dni rozszyfrowanie jak się go składa. Do namiotu jest dołączona ulotka z instrukcją, lecz dla mnie nie była ona zbyt jasna.

Jednak jak tylko odszyfrowałam składanie namiotu, nie mogłam uwierzyć jakie to proste. Na wypadek, gdyby ktoś utknął w podobnie irracjonalny sposób z problemem “jak go skręcić” nagrałam filmik na YouTube z krótkim instruktarzem.


Farbujemy papier na staro

Pofarbowany papier

Będąc w swoich trzydziestkach zdałam sobie sprawę, że nie wiem jak się farbuje papier. Tak wiesz…na staro. Czy w ogóle da się zafarbować taki zwykły papier do drukarki? Czy może potrzeba jakiś specjalny? No i oczywiście czym to zrobić? Doedukawałam się w tym temacie i postanowiłam podzielić wiedzą.

Ciągiem przypadków przyszło mi do głowy, że będę potrzebowała (a przynajmniej chciałabym mieć) stary papier i najlepiej z nutami do następnej sesji zdjęciowej.

Znalazłam taki papier o jaki mi chodzi na Ebayu i pomyślałam, że ok.. może 3 funty to nie jest jakaś ogromna suma, ale za 200g? Nagle taki papier staje się mega cenny, a ja nie chcę się bać go używać. Toteż uznałam, że musi być sposób, aby zrobić taki stary papier samemu w domu zdecydowanie mniejszym kosztem.

No i teraz… od czego zacząć.

Na początek bierzemy w obroty:

  1. Zwykły, biały papier do drukarki
  2. Naczynie, tak duże, aby zanurzyć kartki bez problemu
  3. 4 Torebki (ale w fusach też będzie ok) herbaty
  4. Wrzątek

Dodatkowo przyda się jakiś ręcznik, ewentualnie podkładka pod ręcznik, żeby niczego nie zalać. Ręcznik potrzebny nam będzie do suszenia kartek. W tej czynności również może się przydać piekarnik, nagrzany do 80 stopni C i wyłożony papierem do pieczenia (ja wyłączyłam termoobieg).

Piekarnik do pieczenia papieru

Krok 1 – herbata

Zalewamy herbatę wrzątkiem do około 1/3 lub 1/2 naczynia i czekamy aż trochę ostygnie. Następnie wkładamy pojedynczo kartki papieru. Od razu nic nie widać, więc lepiej dać im się chwile pomoczyć.

(Na moim filmie możesz obejrzeć cały proces. Tu jednak przyspieszę nieco rozwój wydarzeń.)

Krok 2 – moczymy

Żeby pofarbować papier musimy go trochę pomoczyć. Wyczytałam, że wystarczy kilka sekund, jednak mój papier wymagał przynajmniej kilku minut. Sprawy miały się z goła inaczej w przypadku kawy, ale o tym trochę dalej.

Krok 3 – suszymy

Następnie wyciągamy kartki, bardzo ostrożnie, aby się nie porwały. Jedna po drugiej i układamy w piekarniku lub/i na ręczniku do wyschnięcia.

Rezultat

Efekty na początku nie są zbyt zadowalające, bo i czas farbowania był dłuższy niż się spodziewałam i intensywność koloru mniejsza. Nie mniej jednak, gdy papier już wysechł to moim oczom ukazał się przepiękny, delikatny w kolorze, stary papier. Udało się i było warto spróbować.

Ale ale…

To jednak nie koniec. W trakcie zmagań farbowania papieru herbatą zastanawiałam się jak mogłabym poprawić ten proces. Na pomoc przyszła mi moja córka, która przechodząc obok moich eksperymentów rzuciła swobodnie “O, farbujesz papier…powinnaś spróbować z kawą.” 😀

Kawa czy herbata?

Uznałam, że nie poddam się i podejdę do tematu farbowania raz jeszcze. Zaparzyłam więc kawę (sypaną/mieloną) i taką gorącą wylałam do naczynia. Tym razem nie czekałam już na to, aby ostygła, bo zaczynałam się niecierpliwić. Ku mojej uciesze i największemu zdziwieniu objawiła mi się cała prawda o farbowaniu papieru. Trzeba mi było wybrać gorącą kawę, a nie zimną herbatę!

Kawa w dzbanku
Kawa w dzbanku

Czym szybciej farbować?

Na pewno szybciej farbowało się kawą, bo faktycznie tam wystarczyło tylko zamoczyć i już był efekt. Zastanawiam się jednak, czy słabszy wynik herbaty nie wynikał z jej niższej temperatury oraz być może mniej intensywnego naparu.

Jak spisywał się piekarnik?

Fantastycznie! Jak szukałam informacji na temat farbowania papieru, to przeczytałam, że piekarnik to “opcja dla leniwych” i nie rozumiem co ma to oznaczać. Fajnie i szybko suszy papier. Temperatura 80 stopni C, zdaje się być idealna.

Czy można na takim papierze drukować?

Owszem! I efekt jest przepiękny. ALE! Nie polecam, drukowania na papierze, który przed farbowaniem pognietliśmy, albowiem istnieje duże prawdopodobieństwo, że papier utknie w drukarce. Natomiast taki prosty (nawet jak się trochę powygina od wody i suszenia) nada się bez problemu.

Podsumowując

  1. Kawa i herbata się nadają
  2. Papier może się moczyć przez jakiś czas, nic się nie stanie
  3. Możemy moczyć więcej niż jedną kartkę na raz, ale upewnijmy się, że pomiędzy każdą jest roztwór (czyli zamaczajmy jedna po drugiej, a nie wszystkie na raz)
  4. Zwykły papier do drukarki nada się bez problemu
  5. Piekarnik jak i rozłożony ręcznik pomagają suszyć papier
  6. Pofarbowany papier nadaje się do drukarki, ale lepiej użyć tego, który nie był pognieciony
  7. Jeśli chcesz mieć dodatkowe plamy na kartkach, potrzymaj nowo namoczoną kartkę nad już suchymi. Spadające krople dodadzą dodatkowych plam.

A co można poprawić?

Powiedziałabym może, że zamiast poprawić raczej rozważyć takie czynniki jak:

  1. Temperatura roztworu może mieć wpływ na intensywność i czas farbowania (zimna herbata farbowała dłużej, niż gorąca kawa)
  2. Piekarnik mieści tylko kilka kartek na raz, ale spisuje się świetnie
  3. Intensywność roztworu herbaty może mieć wpływ na jakość farbowania. Mój roztwór zrobiony był z 4 torebek Tetley. Następnym razem użyłabym nawet dwa razy tyle
  4. Jeśli planujesz drukować na tym papierze, nie gnieć go przed moczeniem w roztworze. Może Ci on utknąć w drukarce.
  5. Roztwór z kawy zostawia intensywny zapach na papierze.

Mam nadzieję, że ten blog przydał się Wam i teraz już wiecie jak skutecznie pofarbować papier. Przepięknie wygląda on użyty do dekoracji, sesji zdjęciowych, czy może listów miłosnych.