Wielkanoc w Szkocji. Nie czuję tych świąt.

Jajka wielkanocne

Nie czuję wielkanocy. Wiem, że co niektórzy zwróciliby mi uwagę, że powinnam powiedzieć: nie czuję Wielkiej Nocy. Mam rację czy się mylę? Jednak to niczego nie zmienia.

Wielkanoc w Szkocji

W Szkocji Wielkanoc obchodzi się zupełnie inaczej. A już na pewno nie w taki sposób jaki to robi się w Polsce. Nie przygotowuje się tutaj śniadania, ani święconki. Nie ma też niedzieli palmowej.

Zaraz zaraz, czy na pewno?

Jeśli chodzi o niedzielę palmową to prawda jest taka, że nie wiem, bo ani ja, ani nikt kogo znam nie chodzi do kościoła. Mówię tu teraz o Szkotach. A znam ich bardzo wielu. Jeśli chodzi o samą palmę to jedyne miejsce w którym można ją znaleźć to polskie sklepy.

Palma wielkanocna

Czy wiara ma z tym związek?

Pewnie tak. Nie jestem osobą wierzącą i tak jak święta Bożego Narodzenia traktuję jako sentymentalną tradycję z domu i mam do nich też aktualnie trochę komercyjny stosunek. Tak, jeśli chodzi o Wielkanoc (pomimo sentymentu tradycji z domu) nawet zajączek nie jest w stanie wywołać u mnie nastroju na świąteczne gotowanie.

Czy święta muszą zawsze sprowadzać się do gotowania?

Pewnie zaprzeczysz, ale nie da się uniknąć takiego wrażenia. Umiesz wyobrazić sobie celebrowanie narodzin Jezusa bez wigilijnej kolacji? No właśnie, a jego zmartwychwstanie bez świątecznego śniadania? Otóż to.

Zając znoszący czekoladowe jajka

To jest właściwie ten jedyny ‘atrybut’ w tutejszej kulturze, który wyróżnia Wielkanoc, czyli tzw. Easter Bunny. Co zabawne ten zajączek wielkanocny obdarowywuje innych, a szczególnie dzieci czekoladowymi jajkami. Nie wydaje Ci się to trochę pozbawione sensu?

Zajączek wielkanocny

Mówiąc o zajączku…

I tak jak JAJKO w religii katolickiej i prawosławnej związane jest z motywem zmartwychwstania Chrystusa i symbolizuje nadzieję na życie wieczne. Tak, ZAJĄC to pogański symbol płodności, witalności i zbereźności.

Jak w Szkocji obchodzi się Wielkanoc?

No dobrze, skupmy się jednak na tych pozytywnych odsłonach Wielkanocy. Już wspomniałam, że wszyscy (a jeśli nie wszyscy to na pewno dzieci) dostają od kogoś czekoladowe jajko. Tych jajek jest tu ogromna ilość do wyboru. Są przepiękne i potrafią kosztować od £0.75 nawet do £35 za jajko. Jednak te droższe są już naprawdę wypasione i całkiem spore.

Które dni to Wielkanoc?

W Polsce odliczanie zaczynamy od Niedzieli Palmowej, poprzez Wielki czwartek, Wielki Piątek, Wielką Sobotę, Niedzielę Wielkanocną i Poniedziałek Wielkanocny. Tu jednak potocznie, czyli powszechnie, czyli w życiu codziennym znanym jest Good Friday (Wielki Piątek) – i jest to dzień wolny od pracy, Easter Sunday (Niedziela Wielkanocna) oraz niewiele osób jest tego świadoma, ale też Easter Monday. Ci nieświadomi, mogliby ewentualnie stwierdzić, że jest tzw. bank holiday, czyli kolejny dzień wolny od pracy.

Wielki piątek

Wielki piątek nazywa się w Wielkiej Brytanii Good Friday, czyli dosłownie tłumacząc Dobry Piątek. Nazwa pochodzi od zastąpienia przestarzałego znaczenia słów „pobożny, święty”, słowem „dobry”.

Jest kilka list w internecie wymieniających tradycje Wielkiego Piątku, jednak w rzeczywistości wygląda to tak, że kto może, idzie do pubu. Nie chodzi tu o wieczorne wyjście na piwo, tylko wyjście na piwo jak najwcześniej się da. A, że w piątki pracę kończy się zazwyczaj szybciej, tak w pubie da się wylądować nawet już o 12 w południe i urzędować tam do upadłego. Teraz w czasie pandemii, nie ma takiej możliwości, ale wcześniej tak było i jestem pewna, że później znów tak będzie.

Lany poniedziałek

W Szkocji coś takiego jak lany poniedziałek nie istnieje. Nikt o tej tradycji nigdy nie słyszał. Na poniedziałek wielkanocny mówi się Easter Monday i jest to dzień wolny od pracy.

Gry i zabawy

Podczas Wielkanocy w Szkocji najbardziej popularną zabawą jest tzw. Egg Hunt, czyli po polsku Polowanie na Jajka. Zabawa polega na tym, że chowa się przed dziećmi albo już czekoladowe jajka w różnych miejscach w domu lub w ogrodzie, albo kolorowe zabawkowe. Dzieci następnie szukają jajek i wygrywa ten kto, albo znajdzie więcej, albo znajdzie jako pierwszy/pierwsza wszystkie jajka “swojego” koloru.

Egg Hunt

Kolejną popularną zabawą jest tzw. Rolling Eggs, czyli po polsku Turlanie Jajek. Chodzi tu o to, aby pozwolić jajkom turlać się z górki i wygrywa ten, kogo jajko przetrwa bez obrażeń.

W internecie przewinęło mi się przed oczami jeszcze kilka nazw, ale jak mieszkam tu na ten moment 13 lat i jestem częścią szkockiej rodziny, tak nie spotkałam się z innymi grami TYPOWYMI DLA WIELKANOCY.

Pisanki?

Co do malowania pisanek, to zauważyłam tą aktywność bardziej wśród Polaków niż Szkotów. Nikt, kogo znam nie maluje pisanek, ani w przedszkolu lub w szkole tego nie robią. Przybory do malowania jajek można kupić zazwyczaj tylko w takich sklepach jak Lidl lub Aldi i są to albo naklejki, albo barwniki.

Malujemy jajka

Jednak co ciekawe popularnym jest tutaj przyozdabianie kapeluszy, które nazywają się Easter Bonnet. Symbolizują one “nowe ubranie” na znak nowego życia, nowego roku i nowego początku. Ta aktywność jest głównie popularna wśród dzieci.

Easter bonnet

Popularne jedzenie Wielkanocne?

Jeśli chodzi o główny posiłek to najbardziej popularnym daniem jest tu pieczona noga jagnięca (lamb leg).

Jagnięcina

Dodatkowo w tym okresie wyłaniają się w sklepach przeróżne rodzaje tzw. Hot Cross Buns. Co prawda można je kupić cały rok, ale w okresie Wielkanocy jest szeroki wybór smaków.

Hot cross buns

Oczywiście można je zrobić samemu w domu i odeślę Cię tutaj do przepisu.

I znów powiem, że w internecie widziałam jeszcze kilka pozycji, jednak ja nigdy o nich nie słyszałam, więc nie będę ich tu powielać.

Dni wolne

Ostatnim o czym chciałabym wspomnieć to dni wolne od pracy i szkoły. W okresie Wielkanocy wolnym od pracy są Wielki Piątek i Poniedziałek wielkanocny. Jednak jeśli chodzi o szkoły to Wielkanoc rozpoczyna przerwę świąteczno-wiosenną i zazwyczaj zaczyna się w Wielki czwartek szybszym skończeniem lekcji i trwa nawet do 3 (słownie: trzech) tygodni.


Czy kiedykolwiek zastanawiałeś/zastanawiałaś się jak wygląda obchodzenie świąt Wielkiej Nocy za granicą? Czy dowiedziałeś/dowiedziałaś się czegoś nowego? Podziel się ze mną swoimi spostrzeżeniami.

Pop up tent

Blog na temat pop up ten z pozoru może wydać Ci się trywialny. Uwierz mi jednak, że nie tylko jest to jedna z tych rzeczy, którą “warto wiedzieć”, ale możliwe, że przyjdę Ci tym tematem z pomocą we wszelakich warunkach.

Co znaczy pop up tent?

Pop up z angielskiego dosłownie znaczy wyskakujący. Tu jednak chodzi o “samo-otwierający się”.

Tent znaczy namiot.

Jaka jest funkcja tego namiotu?

W zależności od tego jaki namiot posiadasz będzie on spełniał inne funkcje. Ten namiot, który ja mam jest całkiem fajny. Inny. Nie widziałam wcześniej takiego.

Co w nim innego?

Po pierwsze jest on pionowy, tzn, można w nim spokojnie stać wyprostowanym, ale nie ma tyle miejsca dookoła, żeby wyciągnąć ramiona na prosto z dwóch stron.

Ta jego pionowość jak również zamykane na zamek okienko na górze ma spełniać funkcję między innymi turystycznego prysznica. A raczej osłony na prysznic. Przez to wspomniane okienko możesz sobie ustawić źródło wody.

I nalać ją do środka?

Drugą charakterystyczną cechą tego namiotu jest brak podłogi/dna/dolnej jego części. Ta funkcja nie tylko umożliwia wzięcie prysznica, lecz także ustawienia go jako turystyczną osłonę toalety.

Po co mi on?

Dla mnie jednak najbardziej atrakcyjną funkcją okazała się możliwość utworzenia błyskawicznej przebieralni w plenerze…i nie tylko w plenerze. Sprawdza się fantastycznie do szybkiej zmiany odzieży na sesji zdjęciowej lub na plaży.

Jakie są zalety mojego pop up tent?

Oprócz szerokiej funkcjonalności uwielbiam fakt, że zarówno złożony jak i rozłożony zajmuje bardzo mało miejsca.

Uwielbiam też jak szybko się rozkłada i składa.

A jakie są wady?

Jedyne co wyszło mi w tym namiocie na przeciw to to, że zajęło mi kilka dni rozszyfrowanie jak się go składa. Do namiotu jest dołączona ulotka z instrukcją, lecz dla mnie nie była ona zbyt jasna.

Jednak jak tylko odszyfrowałam składanie namiotu, nie mogłam uwierzyć jakie to proste. Na wypadek, gdyby ktoś utknął w podobnie irracjonalny sposób z problemem “jak go skręcić” nagrałam filmik na YouTube z krótkim instruktarzem.


Farbujemy papier na staro

Pofarbowany papier

Będąc w swoich trzydziestkach zdałam sobie sprawę, że nie wiem jak się farbuje papier. Tak wiesz…na staro. Czy w ogóle da się zafarbować taki zwykły papier do drukarki? Czy może potrzeba jakiś specjalny? No i oczywiście czym to zrobić? Doedukawałam się w tym temacie i postanowiłam podzielić wiedzą.

Ciągiem przypadków przyszło mi do głowy, że będę potrzebowała (a przynajmniej chciałabym mieć) stary papier i najlepiej z nutami do następnej sesji zdjęciowej.

Znalazłam taki papier o jaki mi chodzi na Ebayu i pomyślałam, że ok.. może 3 funty to nie jest jakaś ogromna suma, ale za 200g? Nagle taki papier staje się mega cenny, a ja nie chcę się bać go używać. Toteż uznałam, że musi być sposób, aby zrobić taki stary papier samemu w domu zdecydowanie mniejszym kosztem.

No i teraz… od czego zacząć.

Na początek bierzemy w obroty:

  1. Zwykły, biały papier do drukarki
  2. Naczynie, tak duże, aby zanurzyć kartki bez problemu
  3. 4 Torebki (ale w fusach też będzie ok) herbaty
  4. Wrzątek

Dodatkowo przyda się jakiś ręcznik, ewentualnie podkładka pod ręcznik, żeby niczego nie zalać. Ręcznik potrzebny nam będzie do suszenia kartek. W tej czynności również może się przydać piekarnik, nagrzany do 80 stopni C i wyłożony papierem do pieczenia (ja wyłączyłam termoobieg).

Piekarnik do pieczenia papieru

Krok 1 – herbata

Zalewamy herbatę wrzątkiem do około 1/3 lub 1/2 naczynia i czekamy aż trochę ostygnie. Następnie wkładamy pojedynczo kartki papieru. Od razu nic nie widać, więc lepiej dać im się chwile pomoczyć.

(Na moim filmie możesz obejrzeć cały proces. Tu jednak przyspieszę nieco rozwój wydarzeń.)

Krok 2 – moczymy

Żeby pofarbować papier musimy go trochę pomoczyć. Wyczytałam, że wystarczy kilka sekund, jednak mój papier wymagał przynajmniej kilku minut. Sprawy miały się z goła inaczej w przypadku kawy, ale o tym trochę dalej.

Krok 3 – suszymy

Następnie wyciągamy kartki, bardzo ostrożnie, aby się nie porwały. Jedna po drugiej i układamy w piekarniku lub/i na ręczniku do wyschnięcia.

Rezultat

Efekty na początku nie są zbyt zadowalające, bo i czas farbowania był dłuższy niż się spodziewałam i intensywność koloru mniejsza. Nie mniej jednak, gdy papier już wysechł to moim oczom ukazał się przepiękny, delikatny w kolorze, stary papier. Udało się i było warto spróbować.

Ale ale…

To jednak nie koniec. W trakcie zmagań farbowania papieru herbatą zastanawiałam się jak mogłabym poprawić ten proces. Na pomoc przyszła mi moja córka, która przechodząc obok moich eksperymentów rzuciła swobodnie “O, farbujesz papier…powinnaś spróbować z kawą.” 😀

Kawa czy herbata?

Uznałam, że nie poddam się i podejdę do tematu farbowania raz jeszcze. Zaparzyłam więc kawę (sypaną/mieloną) i taką gorącą wylałam do naczynia. Tym razem nie czekałam już na to, aby ostygła, bo zaczynałam się niecierpliwić. Ku mojej uciesze i największemu zdziwieniu objawiła mi się cała prawda o farbowaniu papieru. Trzeba mi było wybrać gorącą kawę, a nie zimną herbatę!

Kawa w dzbanku
Kawa w dzbanku

Czym szybciej farbować?

Na pewno szybciej farbowało się kawą, bo faktycznie tam wystarczyło tylko zamoczyć i już był efekt. Zastanawiam się jednak, czy słabszy wynik herbaty nie wynikał z jej niższej temperatury oraz być może mniej intensywnego naparu.

Jak spisywał się piekarnik?

Fantastycznie! Jak szukałam informacji na temat farbowania papieru, to przeczytałam, że piekarnik to “opcja dla leniwych” i nie rozumiem co ma to oznaczać. Fajnie i szybko suszy papier. Temperatura 80 stopni C, zdaje się być idealna.

Czy można na takim papierze drukować?

Owszem! I efekt jest przepiękny. ALE! Nie polecam, drukowania na papierze, który przed farbowaniem pognietliśmy, albowiem istnieje duże prawdopodobieństwo, że papier utknie w drukarce. Natomiast taki prosty (nawet jak się trochę powygina od wody i suszenia) nada się bez problemu.

Podsumowując

  1. Kawa i herbata się nadają
  2. Papier może się moczyć przez jakiś czas, nic się nie stanie
  3. Możemy moczyć więcej niż jedną kartkę na raz, ale upewnijmy się, że pomiędzy każdą jest roztwór (czyli zamaczajmy jedna po drugiej, a nie wszystkie na raz)
  4. Zwykły papier do drukarki nada się bez problemu
  5. Piekarnik jak i rozłożony ręcznik pomagają suszyć papier
  6. Pofarbowany papier nadaje się do drukarki, ale lepiej użyć tego, który nie był pognieciony
  7. Jeśli chcesz mieć dodatkowe plamy na kartkach, potrzymaj nowo namoczoną kartkę nad już suchymi. Spadające krople dodadzą dodatkowych plam.

A co można poprawić?

Powiedziałabym może, że zamiast poprawić raczej rozważyć takie czynniki jak:

  1. Temperatura roztworu może mieć wpływ na intensywność i czas farbowania (zimna herbata farbowała dłużej, niż gorąca kawa)
  2. Piekarnik mieści tylko kilka kartek na raz, ale spisuje się świetnie
  3. Intensywność roztworu herbaty może mieć wpływ na jakość farbowania. Mój roztwór zrobiony był z 4 torebek Tetley. Następnym razem użyłabym nawet dwa razy tyle
  4. Jeśli planujesz drukować na tym papierze, nie gnieć go przed moczeniem w roztworze. Może Ci on utknąć w drukarce.
  5. Roztwór z kawy zostawia intensywny zapach na papierze.

Mam nadzieję, że ten blog przydał się Wam i teraz już wiecie jak skutecznie pofarbować papier. Przepięknie wygląda on użyty do dekoracji, sesji zdjęciowych, czy może listów miłosnych.




Jak wyrobić polski paszport w UK?

mapa świata

Jeśli mieszkasz w Polsce to jestem prawie pewna, że nigdy nie przeszło Ci nawet przez myśl zapytanie “Jak wyrabia się polski paszport za granicą”. A ja dziś właśnie opowiem Ci, jak wyrabia się paszport w UK, a konkretnie w Szkocji.

Od czego zacząć?

Przede wszystkim musisz zacząć od zebrania ważnych dokumentów. Najważniejszym do zorganizowania myślę jest zdjęcie. Zastanów się… Jesteś za granicą.. gdzie możesz zrobić zdjęcie do paszportu? No właśnie. Sporo osób nie wie, bo to nie jest tutaj tak oczywiste jak w Polsce. Nawet JEŚLI zobaczysz gdzieś jakieś studio fotograficzne, to może ono być nieczynne, lub na umówione spotkania tylko. A to ze względu właśnie na to, że w tych studiach mało kto siedzi od do. One są używane w konkretnym celu, więc jeśli nie masz umówionego spotkania to możesz po prostu nikogo nie zastać.

travel the world

Gdzie oni są?

Wiesz dlaczego pokreśliłam słowo “JEŚLI”? Albowiem, mieszkam tu już ponad 12 lat i sama nie wiem czy jakiekolwiek studio fotograficzne rzuciło mi się w oczy tak z ulicy. Wiem, gdzie jest kilka, bo je “googlowałam”, ale to nie jest tak w Polsce, że na każdej ulicy jakieś jest, wchodzisz, zamawiasz, robisz, odbierasz, i dziękujesz (oby).

Więc?

Zazwyczaj zaczynasz szukanie pomocy w internecie, na mediach społecznościowych. Czy “ktoś coś”? Gdzie i jak i kiedy i za ile. A jeszcze jak Polak, czy Polka, no to fantastycznie…wchodzę w to, choćby nie wiem jak.

Tak, tu trochę sarkastycznie podeszłam do sprawy, ale nie mam nic złego na myśli. Po prostu tak jest. Jeszcze raz poproszę Cię o wyobrażenie sobie… gdzie masz zrobić zdjęcie do paszportu za granicą jak nie wiesz gdzie szukać… A jeszcze jak nie znasz języka to w ogóle.

Co później?

No dobrze. Udało Ci się zorganizować zdjęcie paszportowe… ale co dalej? No więc, musisz przeczytać na stronie danego kraju (w tym przypadku UK) jakie są wymagane dokumenty. Zazwyczaj są to: akt urodzenia, akt ślubu (jeśli osoba jest po ślubie), akt rozwodu (jeśli osoba jest po rozwodzie).

A co z dziećmi?

Zależy w jakim wieku jest dziecko różnie sprawy się mają. Jeśli chcesz składać wniosek o paszport dla dziecka to muszą być oboje rodziców i dziecko obecni w trakcie składania wniosku. Jeśli natomiast jeden z rodziców nie może się stawić, bo np mieszka w innym kraju to potrzebujesz jednego z poniższych dokumentów:

  • pisemną zgodę drugiego rodzica (opiekuna) zawierającą potwierdzenie własnoręczności jego podpisu przez notariusza, konsula lub uprawnionego przez wojewodę urzędnika oddziału paszportów,
  • prawomocne orzeczenie sądu, z którego wynika, że drugi rodzic (opiekun) nie ma prawa decydować w sprawie wydania dziecku paszportu,
  • prawomocne orzeczenie sądu, w którym sąd wyraża zgodę na wydanie paszportu dziecku bez zgody drugiego rodzica,
  • do orzeczeń sądów zagranicznych państw członkowskich UE należy załączyć oryginał świadectwa wydanego przez właściwy sąd, sporządzony na standardowym formularzu określonym w załączniku II do rozporządzenia Rady (WE) nr 2201/2003 z dnia 27 listopada 2003 r. dotyczącego jurysdykcji oraz uznawania i wykonywania orzeczeń w sprawach małżeńskich oraz w sprawach dotyczących odpowiedzialności rodzicielskiej, uchylajace rozporządzenie (WE) nr 1347/2000 (tzw. Bruksela II bis),
  • w przypadku orzeczeń sądów brytyjskich, jeżeli postępowanie sądowe zostało wszczęte przed 1 stycznia 2021 r., należy załączyć oryginał świadectwa C-60 wydanego przez właściwy sąd – https://www.gov.uk/government/publications/form-c60-concerning-judgments-on-parental-responsibility
  • odpis zupełny polskiego aktu urodzenia, z którego wynika, że ojciec dziecka jest nieznany (nie nastąpiło uznanie ojcostwa albo sądowe ustalenie ojcostwa),
  • odpis aktu zgonu drugiego rodzica.

(źrodło: https://www.gov.pl/web/wielkabrytania/paszport-dla-dziecka-do-lat-5)

Ponadto dziecko do 5 roku życia nie musi być obecne przy składaniu wniosku, po ukończeniu 5go roku życia już tak.

Jak to wygląda?

Mieszkając w Szkocji, mam tu dwa punkty paszportowe. Jeden w Edynburgu, czyli mniej niż godzina jazdy samochodem i drugi w Inverness, czyli ponad 3 godziny jazdy samochodem. Oczywistym zatem jest, że składałam wniosek w Edynburgu.

Ale zaraz zaraz…

Jeśli myślisz, że ot tak po prostu pojedziesz sobie kiedy Ci pasuje i złożysz wniosek, to jesteś w tak głębokim błędzie jak nie przymierzając rów mariański.

Otóż, aby Twój wniosek został przyjęty, musisz się najpierw umówić na wizytę w systemie online. Tenże system wg mnie został wymyślony przez kogoś, kto nie lubi ludzi. Najpierw musisz zacząć od tego, aby znaleźć odpowiednią zakładkę na stronie konsulatu, na której będziesz później koczować, aby chwycić wolny termin. Następnie ustawić się w odpowiednich godzinach na tejże zakładce, albowiem wolne terminy (tu trochę popłynęłam myślę używając liczby mnogiej) POJAWIAJĄ SIĘ (kiedyś o 8.00, a teraz) o 9.00 i o 20.00. Rano chwytasz dostępne minuty na następny dzień, a wieczorem na następny tydzień. Nie masz wyboru tylko bierzesz co dają… ehym ehym. Mało tego, musisz się trochę obeznać w tym ‘bierzesz’. Jeśli nie jesteś zbyt czujny/na to nawet nie zobaczysz wolnego terminu.

XXI wiek

Żeby cokolwiek dojrzeć, niczym odczytać zaczarowany atrament, musisz odświeżać stronę w trybie ‘non stop’. Od tak mniej więcej 7 lub 5 minut przed (mnie się tak właśnie udało – kilka minut wcześniej). Jak poczekasz do okrągłej godziny to raczej nic z tego nie będzie. Jeśli nie będziesz odświeżać to raczej nic z tego nie będzie. Nie będziesz nawet o tym wiedzieć, po prostu nic się nigdy nie pojawi.

W prostocie siła?

Nie wiem kto projektował taką stronę i taki system, ale wg mnie jest on najdziwniejszym jakikolwiek w życiu widziałam. Nie widzisz nawet kalendarza, nic nie jest na żywo interaktywne. Nie możesz się też z nikim zamienić, bo jak klepiesz swój termin to podajesz indywidualne dane, które później otwierają Ci drzwi do przyszłego paszportu. A, i tu jeszcze jeden rodzynek. Czasem jest zanim zdążysz wpisać te dane i nacisnąć “dalej” to ten termin już nie jest aktywny…

Mam termin, będzie paszport!

No więc tak.. Teraz musisz sprawdzić jakie dokumenty potrzebujesz. I ok, lista jest na stronie.. standardowo: akt urodzenia, akt małżeństwa lub rozwodu i co tam jeszcze chcą – w sensie, co dotyczy Twojej sytuacji (bo przecież jeśli nie masz ślubu to nie masz też jego aktu, a już tym bardziej rozwodu), także lepiej sprawdzić na własną rękę co musisz mieć. (Link do Polskiej Ambasady w Edynburgu.) Potrzebujesz mieć też wypełniony wniosek o paszport. Opłaty dokonuje się na miejscu przy składaniu wniosku.

Blankiet paszportowy

UWAGA!

Powiem Ci coś o czym ja nie wiedziałam i na stronie nigdzie też nie jest to napisane, ale! Taka zgoda nieobecnego rodzica ważna jest tylko 6 miesięcy. Jak wyrabiałam paszport dla mojej córki minęło 8 miesięcy i jak mi to powiedziano w okienku (po tym wszystkim co już przeszłam) to zbladłam. Ale Pani mnie obsługująca zaakceptowała to co miałam. Powtórzę się…..NIGDZIE NIE MA NA TEN TEMAT WZMIANKI!

Jakie są koszty?

Tu jest ta wisienka na torcie. Jeśli kiedykolwiek (a domyślam się, że skoro jesteś za granicą to tak) przyszło Ci wyrabiać paszport w Polsce to będziesz mieć porównanie cenowe.

  • Paszport dla dziecka do 5 roku życia kosztuje: £32 i jest ważny 5 lat.
  • Od 5 do 13 roku życia: £32 i jest ważny 5 lat.
  • Dziecko powyżej 13go roku życia: £50 i jest ważny 10 lat. Przy czym jeśli paszport będzie zgubiony lub zniszczony, naniesiona będzie wtenczas dodatkowa opłata £297 (tak, dwieście dziewiędziesiąt siedem funtów).
  • Osoba dorosła: £99.

Możesz skorzystać z 50% ulgi, jeśli:

  • jesteś uczniem albo studentem,
  • jesteś emerytem,
  • jesteś rencistą,
  • jesteś osobą niepełnosprawną w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 27 sierpnia 1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych,
  • utrzymuje Cię Twój małżonek, który jest emerytem, rencistą albo osobą niepełnosprawną w rozumieniu przepisów ww. ustawy,
  • przebywasz w domu pomocy społecznej albo w zakładzie opiekuńczym,
  • dostajesz stały zasiłek z pomocy społecznej,
  • jesteś kombatantem lub inną osobą, do których stosuje się przepisy ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego,
  • jesteś członkiem rodziny wielodzietnej w rozumieniu ustawy z dnia 5 grudnia 2014 r. o Karcie dużej Rodziny posiadającym Kartę Dużej Rodziny.

Pamiętaj! Jeśli chcesz skorzystać z ulgi w opłacie konsularnej – przedstaw w momencie składania wniosku do wglądu dokument potwierdzający uprawnienie do skorzystania z ulgi.

Nie zapłacisz za wydanie paszportu, jeśli:

  • w dniu złożenia wniosku masz ukończone 70 lat,
  • przebywasz w domu pomocy społecznej albo w zakładzie opiekuńczym, a wyjazd za granicę jest związany z Twoim długotrwałym leczeniem albo operacją,
  • dostajesz stały zasiłek z pomocy społecznej, a wyjazd za granicę jest związany z Twoim długotrwałym leczeniem albo operacją,
  • twój paszport ma wadę techniczną.

(źródło: https://www.gov.pl/web/wielkabrytania/paszport-dla-osoby-doroslej)

Jak mam odebrać paszport?

Możesz odebrać paszport osobiście jak już będzie gotowy. Przy składaniu wniosku dostajesz instrukcje jak masz to sprawdzić. Możesz też jednak poprosić, aby Ci ten paszport wysłano pocztą do domu.

Tak po prostu?

W Polskich urzędach nigdy nic nie jest tak po prostu! Żeby paszport mógł zostać wysłany do Twojego domu, musisz przed wizytą w konsulacie kupić na poczcie kopertę. To jednak nie może być taka pierwsza lepsza koperta tylko specjalne, która przewrotnie nazywa się ‘special delivery’ i kosztuje około £5. Jest to szara, foliowa koperta, z góry opłacona. W dedykowanym miejscu wpisujesz markerem swój adres i dołączasz ją do wniosku i reszty dokumentów. Masz wtedy pewność, że paszport będzie bezpiecznie wysłany.

Koperta na paszport

Ile się czeka na polski paszport?

Wg konsulatu na paszport czeka się od 4 do 6 tygodni. Ja jednak jestem pewna dostałam mojej córki po 2-3 tygodniach. Przynajmniej ten punkt był sprawny.

A teraz…

Pozostaje Ci tylko planować wakacje. Postarać się zapomnieć o tych traumatycznych przeżyciach i wyciągnąć wnioski z doświadczenia.

Polecam jeśli ma się taką możliwość oczywiście, wyrobić paszport w Polsce. Jeśli tylko po to miałoby się tam lecieć to może jednak nie, ale jeśli się bywa regularnie w swoim rodzinnym mieście to jak najbardziej. Omijaj polski konsulat za granicą jak tylko możesz.



Czterolistna koniczyna

Zanim zapytam Cię czy udało Ci się kiedykolwiek znaleźć czterolistną koniczynę, zapytam najpierw czy wierzysz w znaki?

Symbol

Otóż to. Czterolistna koniczyna od wieków była uznawana za symbol. Symbol czego? No oczywiście szczęścia. A ja jak każdy, a przynajmniej każdy kto się do tego umie przyznać poszukuję szczęścia, albowiem jak śpiewała niegdyś Anna Maria Jopek… “Bo szczęście to przelotny gość. Szczęście to piórko 
na dłoni, co zjawia się, gdy samo chce i gdy się za nim nie goni.”

Pewnego wrześniowego (2020) dnia, a właściwie późnego popołudnia nie potrzebowałam właściwie niczego więcej do szczęścia. Był przepiękny zachód słońca, a ja i moich dwóch synków wybraliśmy się na spacer wzdłuż pobliskiego lasu. W promieniach ciepłego słońca puszczaliśmy wielkie bańki mydlane, a później je oczywiście łapaliśmy.

Znak czy jak?

Nie jestem w tej chwili pewna jak to się stało, że w ogóle zaczęłam patrzeć na dół na przyścieżne rośliny. Bardzo możliwe, że była to jedna z tych chwil, kiedy moje chłopaki przyglądali się pracowitym bączkom lub szukali gąsienic. Nie mniej jednak, ja w pewnym momencie coś zauważyłam. Patrzę i wierzyć mi się nie chce! Koniczyna! Ale jaka?! Czterolistna! Oh, w głowie miałam “My preciousss..” Pierwsze co pomyślałam, że to znak. Bo tak mam. Wierzę w znaki i bardzo lubię tą cechę u siebie.

<img src=“image.jpg” alt=“czterolistna koniczyna potwierdzona przez aplikację” title=“Rezultaty sprawdzania autentyczności”>
Moja kochana, szczęśliwa i pierwsza!

Bardzo szybko dopisałam sobie czego znak to może być. A mianowicie od jakiegoś czasu przed tym radosnym wydarzeniem planowałam założyć kanał na YouTube, ale wciąż coś stawało mi na drodze. A to brak tematu, a to brak doświadczenia, a to nie wyglądam dziś za dobrze, a to nie mam tzw. instagramowego kącika do nagrywania. Wiecie jak to jest. Zawsze coś, żeby nic.

Czy to aby na pewno koniczyna?

Ha! Szczęście moje było przeogromne, więc postanowiłam się nim podzielić. Jednak i mnie naszły wątpliwości, czy aby to co trzymam w dłoni to jest w ogóle koniczyna. Oczywiście, czasy nam na to teraz pozwalają, więc ściągnęłam sobie jakąś mądrą przyrodniczą apkę, załadowałam zdjęcie i okazało się, że tak. Tak! To jest jednak koniczyna, z czym jednak widzowie mojego insta story się nie zgodzili :D. Nic tam. Ja i tak wiem swoje.

Tego samego wieczora, pojechałam do swojego studia i nagrałam pierwszy filmik, który możecie zobaczyć tutaj:

Jedyne czego ewentualnie żałuję to to, że jej sobie nie zasuszyłam. Od dziecka nie suszyłam kwiatów (chyba, że jesienne liście z moimi dziećmi) i zupełnie nie przyszło mi to do głowy. Prawdopodobnie w ogóle by nie przyszło, gdyby nie to, że dowiedziałam się dzisiaj, iż czterolistną koniczynę, gdy się ją znajdzie należy wysuszyć i włożyć sobie do portfela na szczęście. Może następnym razem!

Teraz się mogę zapytać. Udało Ci się znaleźć czterolistną koniczynę? Co myślisz o tej mojej?

W pierwszym poście głownie…

mój portret

Zastanawiam się.

Zastanawiam się co będzie za miesiąc. Co było miesiąc temu też nie jest mi zbyt znane, bo spędziłam ten czas w pewnego rodzaju letargu. A przecież już jest koniec lutego. Już po moich urodzinach, tłustym czwartku, walentynkach, Alicji urodzinach i pancake Tuesday. Nawet śnieg już stopniał, a jednak do wiosny jeszcze kawałek.

Nie jestem pewna, czy to jest kwestia braku słońca, że jestem gdzieś zawieszona w czasoprzestrzeni, czy też może jest to kwestia mojego bardzo nie wymagającego trybu życia (na ten moment). Hmm.. ale zaraz zaraz… w środku pandemii, w połowie lockdownu… po tylu miesiącach kiszenia się w domu i NIGDY nie będąc w nim samej, czy to nie jest aby trochę tak, że mój tryb życia nie jest już zupełnie moim wyborem a raczej czymś co przypomina przetrwanie? Ostatecznie, mając tyle obowiązków, planów i pomysłów to ten tryb życia nie jest już zupełnie taki nie wymagający. Myślę, że to bardziej kwestia przyzwyczajenia do codzienności i tęsknota za czymś nowym.

img src=“image.jpg” alt=“Mój portret” title=“Fotograf: MKC Photo Creations”>
www.mkcphotography.uk

Idzie wiosna, a ciało wciąż jakby zimowe.

Ostatnio zrobiło się trochę cieplej i poczułam świeżą bryzę w duszy. Nawet udało mi się zorganizować szare komórki, żeby zacząć trochę ćwiczyć i pozbyć się nadmiaru pączka, który mnie otula od miesięcy. Niektórzy zwą to oponką, ale ja to właściwie mam wrażenie, że to co mnie otula to tak naprawdę taka wielka, puchata kordła (tak wiem, że kołdra). Bynajmniej nie jest to uczucie przyjemne, ale doprawdy spać się przy tym chce niemiłosiernie. Bo jak ma się nie chcieć spać, kiedy waży się ponad tabelkę według skali BMI i nie ma się siły… na nic. (Pomijając już to co wyżej.)

Także poniekąd wzięłam za punkt honoru plan regularnych ćwiczeń. Muszę się przyznać, bo chwalić to jeszcze nie bardzo jest czym, że póki co udało mi się ćwiczyć od dwóch tygodni, a że się zawzięłam (a potrafię być zawzięta), robię to aż 6 razy w tygodniu. Różnorakie to ćwiczenia. Głownie na nogi, brzuch, pośladki i ramiona. Wyszukuję na YouTube workouts na LBT (legs, bum, tummy), i Body Combat, bo są to moje ulubione ćwiczenia. Jedyne czego potrzebujesz to swojego ciała, a jednocześnie są na tyle intensywne, że potrafią wycisnąć z ciebie niezłe poty. Pomimo, że są krótkie, to dla mnie jednak najważniejsze jest to, że je robię.

Co ma piernik do makijażu?

Szczerze mówiąc, ćwiczenia i gimnastyka to nie jest dla mnie coś intuicyjnego i niewymagającego jak kiedyś, kiedy byłam młodsza. Ja muszę mieć zorganizowany cały system… Począwszy od chęci, przez pomieszczenie w którym mogłabym to robić, potencjalnych świadków, pory dnia i co się łączy z tym ostatnim… może się to wydać dziwne i banalne, ale makijażu. Dlaczego makijaż jest jednym z głównych czynników wpływających na to czy ja w ogóle zabiorę się za ćwiczenia? Otóż. Niepchawszy się po tą moją, dość specyficzną urodę, jednak ją dostałam. Taką a nie inną. Jestem jedną z tych osób, które nieumalowane ZAWSZE są pytane “czy dobrze się czujesz” lub “jesteś na coś chora?”. W związku z tym, lubię ten makijaż mieć. Dodaje mi on pewności siebie i uspokaja wewnętrznie.

Aaaaaaaaale….. Przy ćwiczeniach, człowiek się jednak poci… prawda? Przynajmniej dobrze by było, po to, żeby jednak coś z tych ćwiczeń było. No i co teraz? No i to, że jeśli zrobię rano makijaż (bo od tego zaczynam zazwyczaj dzień), a po południu sobie poćwiczę, to jestem cała do wymiany, a na to nie mam zazwyczaj ani czasu ani ochoty. Jeśli natomiast poczekam do wieczora… to zazwyczaj już mi się nie chce. Zostaje więc rano. A rano, różnie jest.

Zostań w domu.

Aktualnie wszyscy jesteśmy w domu. Już od jakiegoś czasu. Ja jednak dopiero od paru tygodni uczę się, że makijaż mogę jednak zrobić po porannej kawie, a nie koniecznie przed. Zapytasz: “co?! uczysz się?!! że co?” No tak, bo to jest w głowie. Nie umiejętność wejścia w codzienne obowiązki, rutynę lub cokolwiek, bez bycia przygotowanym. U mnie, to się objawia w makijażu i ubraniu innym niż piżama (bo nienawidzę chodzić w dzień w piżamie, ale to już inna historia). Wracając do wątku. Co ma mój makijaż, poranek i ćwiczenia ze sobą związane? Podsumowując, to to, że udało mi się ćwiczyć tak zawzięcie wynika z faktu, że robię to zanim się umaluję 🙂 Ta da. Prawda objawiona. Teraz coś Ci powiem. Zastanawiam się co będzie od przyszłego tygodnia, bo zgadnij co? Przedszkola się otwierają…

img src=“image.jpg” alt=“Mój portret” title=“Fotograf: MKC Photo Creations”>
Fotograf: MKC Photo Creations, www.mkcphotography.uk

Tak sobie myślę, że właśnie ten wysiłek fizyczny, czyli uwolnienie trochę endorfin, sprawił, że poczułam jakby jakieś niewidzialne moce zaczęły przecierać z kurzu a może i nawet i z błota mój mózg… myśli… motywacje… Jestem przekonana, że właśnie dlatego, tu i teraz jestem pisząc o 2.40 nad ranem, po tym jak spędziłam ostatnie 3 czy może już nawet 4 dni szukając, czytając, oglądając, ucząc się o tym gdzie i jak założyć blog (bo to wcale nie jest takie proste, uwierz mi). Dowiedziałam się wiele nowych rzeczy o stronach internetowych, hostingach i o znaczeniu wielu rożnych skrótów literowych, które właściwie na pierwszy rzut oka przyprawiły mnie o ból głowy, ale po kilku…nastu powtórzeniach myślę, że ogarnęłam temat na tyle, żeby przynajmniej móc robić to co w tej właśnie chwili i to właśnie tutaj i właśnie w taki sposób.

Nowe

Szczerze mówiąc, pierwszy raz od dwóch miesięcy jestem podekscytowana. Lubię nowe wyzwania. Ten blog jest dla mnie takim. Lubię być zaangażowana w nowe projekty. Ten blog jest dla mnie takim. Lubię stymulację umysłu i ten blog jest właśnie takim dla mnie.

Super, że jesteś tu ze mną. Jak mówi jeden wers mojego tatuażu na udzie w języku Tolkiena, w przetłumaczeniu na angielski brzmi: ”Don’t be afraid, come seat near the fire.” Niech to będzie puenta tego nowego początku.