W pierwszym poście głownie…

Zastanawiam się.

Zastanawiam się co będzie za miesiąc. Co było miesiąc temu też nie jest mi zbyt znane, bo spędziłam ten czas w pewnego rodzaju letargu. A przecież już jest koniec lutego. Już po moich urodzinach, tłustym czwartku, walentynkach, Alicji urodzinach i pancake Tuesday. Nawet śnieg już stopniał, a jednak do wiosny jeszcze kawałek.

Nie jestem pewna, czy to jest kwestia braku słońca, że jestem gdzieś zawieszona w czasoprzestrzeni, czy też może jest to kwestia mojego bardzo nie wymagającego trybu życia (na ten moment). Hmm.. ale zaraz zaraz… w środku pandemii, w połowie lockdownu… po tylu miesiącach kiszenia się w domu i NIGDY nie będąc w nim samej, czy to nie jest aby trochę tak, że mój tryb życia nie jest już zupełnie moim wyborem a raczej czymś co przypomina przetrwanie? Ostatecznie, mając tyle obowiązków, planów i pomysłów to ten tryb życia nie jest już zupełnie taki nie wymagający. Myślę, że to bardziej kwestia przyzwyczajenia do codzienności i tęsknota za czymś nowym.

img src=“image.jpg” alt=“Mój portret” title=“Fotograf: MKC Photo Creations”>
www.mkcphotography.uk

Idzie wiosna, a ciało wciąż jakby zimowe.

Ostatnio zrobiło się trochę cieplej i poczułam świeżą bryzę w duszy. Nawet udało mi się zorganizować szare komórki, żeby zacząć trochę ćwiczyć i pozbyć się nadmiaru pączka, który mnie otula od miesięcy. Niektórzy zwą to oponką, ale ja to właściwie mam wrażenie, że to co mnie otula to tak naprawdę taka wielka, puchata kordła (tak wiem, że kołdra). Bynajmniej nie jest to uczucie przyjemne, ale doprawdy spać się przy tym chce niemiłosiernie. Bo jak ma się nie chcieć spać, kiedy waży się ponad tabelkę według skali BMI i nie ma się siły… na nic. (Pomijając już to co wyżej.)

Także poniekąd wzięłam za punkt honoru plan regularnych ćwiczeń. Muszę się przyznać, bo chwalić to jeszcze nie bardzo jest czym, że póki co udało mi się ćwiczyć od dwóch tygodni, a że się zawzięłam (a potrafię być zawzięta), robię to aż 6 razy w tygodniu. Różnorakie to ćwiczenia. Głownie na nogi, brzuch, pośladki i ramiona. Wyszukuję na YouTube workouts na LBT (legs, bum, tummy), i Body Combat, bo są to moje ulubione ćwiczenia. Jedyne czego potrzebujesz to swojego ciała, a jednocześnie są na tyle intensywne, że potrafią wycisnąć z ciebie niezłe poty. Pomimo, że są krótkie, to dla mnie jednak najważniejsze jest to, że je robię.

Co ma piernik do makijażu?

Szczerze mówiąc, ćwiczenia i gimnastyka to nie jest dla mnie coś intuicyjnego i niewymagającego jak kiedyś, kiedy byłam młodsza. Ja muszę mieć zorganizowany cały system… Począwszy od chęci, przez pomieszczenie w którym mogłabym to robić, potencjalnych świadków, pory dnia i co się łączy z tym ostatnim… może się to wydać dziwne i banalne, ale makijażu. Dlaczego makijaż jest jednym z głównych czynników wpływających na to czy ja w ogóle zabiorę się za ćwiczenia? Otóż. Niepchawszy się po tą moją, dość specyficzną urodę, jednak ją dostałam. Taką a nie inną. Jestem jedną z tych osób, które nieumalowane ZAWSZE są pytane “czy dobrze się czujesz” lub “jesteś na coś chora?”. W związku z tym, lubię ten makijaż mieć. Dodaje mi on pewności siebie i uspokaja wewnętrznie.

Aaaaaaaaale….. Przy ćwiczeniach, człowiek się jednak poci… prawda? Przynajmniej dobrze by było, po to, żeby jednak coś z tych ćwiczeń było. No i co teraz? No i to, że jeśli zrobię rano makijaż (bo od tego zaczynam zazwyczaj dzień), a po południu sobie poćwiczę, to jestem cała do wymiany, a na to nie mam zazwyczaj ani czasu ani ochoty. Jeśli natomiast poczekam do wieczora… to zazwyczaj już mi się nie chce. Zostaje więc rano. A rano, różnie jest.

Zostań w domu.

Aktualnie wszyscy jesteśmy w domu. Już od jakiegoś czasu. Ja jednak dopiero od paru tygodni uczę się, że makijaż mogę jednak zrobić po porannej kawie, a nie koniecznie przed. Zapytasz: “co?! uczysz się?!! że co?” No tak, bo to jest w głowie. Nie umiejętność wejścia w codzienne obowiązki, rutynę lub cokolwiek, bez bycia przygotowanym. U mnie, to się objawia w makijażu i ubraniu innym niż piżama (bo nienawidzę chodzić w dzień w piżamie, ale to już inna historia). Wracając do wątku. Co ma mój makijaż, poranek i ćwiczenia ze sobą związane? Podsumowując, to to, że udało mi się ćwiczyć tak zawzięcie wynika z faktu, że robię to zanim się umaluję 🙂 Ta da. Prawda objawiona. Teraz coś Ci powiem. Zastanawiam się co będzie od przyszłego tygodnia, bo zgadnij co? Przedszkola się otwierają…

img src=“image.jpg” alt=“Mój portret” title=“Fotograf: MKC Photo Creations”>
Fotograf: MKC Photo Creations, www.mkcphotography.uk

Tak sobie myślę, że właśnie ten wysiłek fizyczny, czyli uwolnienie trochę endorfin, sprawił, że poczułam jakby jakieś niewidzialne moce zaczęły przecierać z kurzu a może i nawet i z błota mój mózg… myśli… motywacje… Jestem przekonana, że właśnie dlatego, tu i teraz jestem pisząc o 2.40 nad ranem, po tym jak spędziłam ostatnie 3 czy może już nawet 4 dni szukając, czytając, oglądając, ucząc się o tym gdzie i jak założyć blog (bo to wcale nie jest takie proste, uwierz mi). Dowiedziałam się wiele nowych rzeczy o stronach internetowych, hostingach i o znaczeniu wielu rożnych skrótów literowych, które właściwie na pierwszy rzut oka przyprawiły mnie o ból głowy, ale po kilku…nastu powtórzeniach myślę, że ogarnęłam temat na tyle, żeby przynajmniej móc robić to co w tej właśnie chwili i to właśnie tutaj i właśnie w taki sposób.

Nowe

Szczerze mówiąc, pierwszy raz od dwóch miesięcy jestem podekscytowana. Lubię nowe wyzwania. Ten blog jest dla mnie takim. Lubię być zaangażowana w nowe projekty. Ten blog jest dla mnie takim. Lubię stymulację umysłu i ten blog jest właśnie takim dla mnie.

Super, że jesteś tu ze mną. Jak mówi jeden wers mojego tatuażu na udzie w języku Tolkiena, w przetłumaczeniu na angielski brzmi: ”Don’t be afraid, come seat near the fire.” Niech to będzie puenta tego nowego początku.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *